niedziela, 28 lipiec 2013 16:33

Mini na Islandii

Czwórka dzielnych Polaków wybrała się małym Mini na dużą wyprawę - aż na Islandię. Przedstawiamy wywiad z  nimi.

 

Dlaczego akurat Islandia?


Głównym powodem była ciekawość. Jeszcze rok temu niewiele wiedzieliśmy o Islandii, właściwie była to dla nas jakaś wyspa leżąca zbyt daleko na północy, aby zmieścić się na mapie Europy. Pomijana w wiadomościach wieczornych i standardowych ofertach biur podróży. Podejrzewam, że właśnie to obudziło w nas zew zdobywcy. W związku z tym rozpoczęliśmy pierwsze nieśmiałe próby poznania tej tajemniczej i mimo wszystko cały czas nie odkrytej przez turystów wyspy. Setki filmów i zdjęć obejrzanych w sieci kompletnie wywróciły nasze wyobrażenia o tym miejscu. Islandia okazała się niezwykle nowoczesnym, przyjaznym i otwartym turystycznie krajem. Piorunujące wrażenie wywarła natomiast sama wyspa, leżąca na styku dwóch płyt kontynentalnych, usiana lodowcami, wulkanami, gejzerami i spektakularnymi wodospadami. Na filmach Islandia wygląda jak inna planeta i to najpiękniejsza, jaką kiedykolwiek widzieliśmy. Już wtedy trudno było myśleć o czymkolwiek innym.



Ile czasu zajęły przygotowania?


Przygotowywaliśmy się około pół roku. Były ku temu dwa główne powody. Po pierwsze chcieliśmy być świadomymi podróżnikami. Zbieraliśmy ważne informacje zarówno o przyrodzie, kulturze, gospodarce oraz polityce, jak i o zabawnych ciekawostkach z życia Islandczyków. Zrobiliśmy wielką mapę atrakcji i miejsc, które chcielibyśmy zobaczyć. Każde z nich wyczerpująco opisaliśmy korzystając z książek, stron internetowych, a czasem nawet robiąc wywiad wśród ludzi, którzy byli na Islandii. W ten sposób trasa naszej wyprawy nabrała pierwszych, realnych kształtów. Postanowiliśmy również podzielić się naszymi doświadczeniami z przyjaciółmi i znajomymi, uruchamiając najpierw fanpage'a na temat Islandii, a później blog miniiceland.com, na którym prowadziliśmy bezpośrednie relacje z podróży.
Drugi powód był finansowy. Islandia jest chyba najdroższym krajem w Europie. Ze wstępnych wyliczeń wynikało, że aby pojechać w trójkę samochodem na miesięczną wyprawę, będziemy potrzebować 40 - 50 tys. złotych. To przekraczało nasze możliwości finansowe, więc potrzebowaliśmy nieco więcej czasu, żeby uzbierać potrzebną sumę.



Dlaczego wybór padł na MINI?


Z  miłości...! Kochamy rzeczy nietypowe i niepowtarzalne. Większość znajomych w ogóle nie wierzyła, że pojedziemy na Islandię. Do tego, gdy się dowiedzieli się, że chcemy tam jechać na miesiąc, w trójkę, z bagażami, w samochodzie MINI - to zazwyczaj pukali się palcem w czoło i mówiąc bardzo powoli, tak żebyśmy dobrze zrozumieli ich przekaz tłumaczyli, że po Islandii jeździ się samochodami TERENOWYMI, z napędem na CZTERY KOŁA i na oponach BALONOWYCH! Tak... to był główny powód ;) 

Na co, pomimo wielomiesięcznych przygotowań, nie byliście przygotowani?


Co pewnie wiele osób zaskoczy, zupełnie nie byliśmy przygotowani na problemy z dostępem do internetu podczas drogi przez Niemcy. Okazuje się, że w tym kraju nie ma darmowych hotspotów nawet w McDonaldach, a zakup karty typu pre-paid wiąże się z rejestracją w centralnych bazach niemieckich danych, skomplikowanymi aktywacjami i niekompatybilnością z naszym sprzętem. W ostatecznym rozrachunku w Niemczech nie udało nam się sprawdzić skrzynki mailowej. Podobnie na promie duńskich linii Smyril Line - kilka minut dostępu można było co prawda wykupić za bardzo duże pieniądze, ale i tak nie na każdym komputerze dało się z niego korzystać. Dodam tylko, że problem zniknął całkowicie na Islandii, gdzie wchodzi się do pierwszego lepszego sklepu i za parę koron kupuje kartę z dostępem do sieci na terenie całej wyspy!
Nie przygotowaliśmy się także dostatecznie na warunki pogodowe. Na Islandii pogoda potrafi się zmienić diametralnie w ciągu paru chwil. Wieją tutaj tak porywiste wiatry i padają tak intensywne deszcze, że w ciągu godziny potrafią zamienić namiot w basen. Tak też stało się w naszym przypadku.

Jakie nietypowe sytuacje, o których przed wyjazdem nawet byście nie pomyśleli, spotkaliście na swojej drodze?


Jeśli mam być szczery, to cała wyprawa przez Islandię była nietypową sytuacją, która zaskakiwała nas na każdym kilometrze. Pierwsze co mi przychodzi na myśl, to nieprawdopodobne krajobrazy, których nie da się ogarnąć zdrowymi zmysłami. Piękno jest tutaj wręcz przytłaczające. Podczas jednego takiego "transu", postanowiliśmy zjechać na niegroźnie wyglądające pobocze i lepiej zbadać księżycowy krajobraz. Okazało się, że poboczem był grząski, czarny, wulkaniczny piach i samochód zakopał się w nim aż po reflektory. Proszę mi wierzyć, nie zdążyliśmy się nawet zmartwić, kiedy po minucie zatrzymał się pierwszy przejeżdżający samochód, wyskoczyło z niego czterech młodych Islandczyków i ze szczerą troską oraz uśmiechem na twarzach wyciągnęli naszego miniaka z piachu. Nie mieliśmy haka holowniczego i padał deszcz, więc pomoc niesiona była na kolanach i z poświęceniem. Później dowiedzieliśmy się, że na Islandii wszyscy sobie pomagają i przewrotnie, jest to jedna z najbardziej typowych sytuacji.
Innym razem postanowiliśmy odwiedzić fantastyczne tunele o łącznej długości ponad 30 km wykute w litej skale. Po drodze zastała nas zima stulecia. Opady śniegu odcięły północną Islandię od prądu na wiele godzin, a większość okolicznych miejscowości została całkowicie zasypana. Droga, którą poruszaliśmy się, była co jakiś czas odśnieżana, więc jechaliśmy dalej Pomimo silnego wiatru udało nam się utrzymywać MINI na śliskiej jezdni (nie mieliśmy opon zimowych). Chwilami tworzyły się takie zaspy, że musieliśmy je pokonywać ze sporym rozpędem, żeby nie utknąć. I tak poruszaliśmy się od tunelu do tunelu, które z kolei były oazą spokoju i zerowego ruchu kołowego - niezwykły klimat! Po przejechaniu ostatniego tunelu zima zniknęła :) Taka jest Islandia.

Do Islandii docieraliście autostradami i promem, na miejscu mogliście poszaleć na wąskich, górskich drogach - jak te zmiany otoczenia i stylu jazdy zniosło MINI? W jakich sytuacjach MINI miało okazję zaprezentować w pełni swoje możliwości?


Początkowo, w drodze do Danii na prom, jechaliśmy dość ostrożnie, nie przekraczając 120 km/h. Pomimo czającego się w nas szaleństwa, tym razem racjonalizm wziął górę: spore obciążenie bagażami, mnóstwo urządzeń elektrycznych podłączonych do prądnicy, poza tym samochód nie jest młody. Spaliliśmy ok. 5 l ropy na 100 km. Na Islandii jednak trudno było utrzymać wodze fantazji. Główna "Jedynka" biegnąca dookoła wyspy to dobrze utrzymana, dwukierunkowa, asfaltowa droga, opustoszała o tej porze roku, o cudownie pokręconej linii. Tutaj tak naprawdę pierwszy raz przekonałem się, jak funkcjonuje legendarne zawieszenie MINI. Samochód doskonale trzymał się jezdni w ciasnych zakrętach, a każda zmiana kierunku, czy nieuzasadniona "hopka", powodowały uśmiech na naszych twarzach. Użyłem słowa "nieuzasadniona" bo drogi na Islandii sprawiają wrażenie, jakby były budowane dla zabawy, dla podkreślenia radości życia, czerpanej z poruszania się - i coś w tym jest! 
W drodze powrotnej przez Niemcy nie mieliśmy już żadnych skrupułów, 160 km/h to była norma, a chwilami miałem wrażenie, że przekraczamy 180 km/h. Nie wiem jak to możliwe, ale MINI One D z 2003 roku, ani razu nie zaprotestował!

Jakie było wasze najbardziej niesamowite doświadczenie z jazdy po islandzkich drogach i bezdrożach?


Pewnego razu zapuściliśmy się wgłąb kraju, aby z bliższa obejrzeć Katlę - wulkan, którego nadchodzący wybuch, jak przewidują naukowcy, ma wstrząsnąć całym światem. Na wyboistym i kamienistym szlaku mijały nas wielkie terenówki z jeszcze większymi kołami i z wyraźnie rozbawionymi, machającymi do nas załogami. Nie było łatwo, ale dojechaliśmy na szczyt sąsiedniej góry. Chcieliśmy wysiąść z samochodu, ale się nie dało. Mieliśmy wyjątkowe szczęście, że staliśmy przodem w kierunku północnym, bo w przeciwnym razie wiatr wyrwał by nam drzwi. Wiatr to tak naprawdę w tym przypadku eufemizm. Gigantyczna masa powietrza poruszająca się z prędkością ponad 200 km/h, której w ogóle nie było słychać we wnętrzu samochodu, co po części było prawdopodobnie winą nastawionej na cały regulator płyty AC/DC ;) . Tajfun, który odrywał nas od ziemi i bombardował chmurą wulkanicznego pyłu oraz miliardem skalnych drobin był jednym z najbardziej intensywnych doznań w naszym życiu. Kiedy stamtąd zjechaliśmy, trafiliśmy na krainę Teletubisiów - spokojną, bajkowo zieloną, słoneczną, z pięknym wodospadem i "przyklejoną" na stałe tęczą – słowem raj :)

Gdy mówicie Islandia, to widzicie?


Przestrzeń, wolność, wspaniałą kulturę i życzliwych ludzi oraz ponad wszystko absolutnie piękną, magiczną, tajemniczą, majestatyczną, dziką i nieokiełznaną naturę! Miejsce, w którym żyje się po to, aby Żyć!

Kluczyki póki co zawieszacie na kołku, czy może już chodzą wam po głowach pomysły na kolejne wyprawy?


Nie porzuca się takiej miłości :) Mamy pomysły na kolejne MINI - ekspedycje, ale póki co nie chcemy zdradzać szczegółów.

Galeria:

{gallery}k2/wyprawy_po_europie/mini_na_islandii{/gallery}

Opracowanie: Maciej Szanter

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Ostatnio zmieniany wtorek, 06 sierpień 2013 06:50