niedziela, 28 lipiec 2013 15:53

Fazer jaki jest... - Yamaha FZ 8 Fazer

Chciało by się rzec za klasykiem: Fazer jaki jest każdy widzi. Fakt, że od kiedy pojawił się na drogach kilkanaście lat temu pełno go wszędzie. Nie można w sezonie przejechać przez żadne większe miasto, by choć jednego nie spotkać. Zarówno te z pierwszych serii produkcyjnych z silnikami o pojemności sześciuset ccm, ze stalową, rurową ramą, pielęgnowane i pieszczone przez właścicieli, jak i te najnowsze, osiemsetki, pachnące jeszcze fabryką, prezentują się znakomicie. Długo musieliśmy czekać w kolejce, by w końcu móc dosiąść najnowszą wersję Yamahy FZ8 Fazer.

Na pierwszy rzut oka motocykl zdaje się bardzo niski, jak nie przymierzając ścigant. Aż jęknąłem, gdy go pierwszy raz zobaczyłem, znowu z głową do przodu, pomyślałem. Jednak dosiadłszy go nie było tak źle. Co prawda w pełni wyprostowanej pozycji nie miałem, ale nie była też niewygodnie do przodu, tak by cały ciężar tułowia trzymać na rękach. Powiedziałbym, że była w miarę wygodna. Schowany za niską półowiewką, która mieści lampy, w nie często już spotykanym układzie kocich oczu (jeszcze do nie dawna modnym u wszystkich producentów). Zasada jest prosta: światła mijania jedno oko, światła drogowe oboje oczu zapalonych. Niska standardowa szyba powoduje u wyższych jeźdźców wiatr w oczy, choć, trzeba przyznać, w mieście da się jeździć z otwartą szybą i zamkniętą blendą przeciwsłoneczną. Za owiewką ukryto standardowy ad 2012 zestaw wskaźników z analogowym obrotomierzem i zestawem kontrolek na cyferblacie po prawej stronie oraz wyświetlaczem o rubinowym zabarwieniu po lewej. Niestety spośród niezbędnych informacji brakuje numeru wrzuconego biegu. Choć w Fazerze nie ma to większego znaczenia, i tak jeździ się niemal cały czas na szóstce.

Dobrze regulowalne lusterka dają duże pole widzenia do tyłu i z boku pojazdu. Zamontowane są daleko z przodu, na owiewce i wyglądają jak czółki owada. Wąska, rurowa kierownica wypada na wysokości lusterek wszystkich osobówek. Jednak duża zwrotność i wąska sylwetka pozwalają sprawnie prześliznąć się między nimi, trzeba się tylko przyzwyczaić, że lusterka nie ruszają się wraz z ruchem kierownicy. Za osłoną z tworzywa sztucznego bak schodzi lekko wypukłym garbem ku dzielonej kanapie, wąskiej i profilowanej jak sportowe siodło dla kierowcy. Nieco wyżej, szersze, niemal płaskie siedzenie dla pasażera. Z boku dwa relingi o kłowych zakończeniach, poza wygodnym trzymaniem, mogą służyć także jako zaczepy do bagażu przewożonego na siedzeniu. Za nim podwójna tradycyjna lampa stop, pod którą na długim, podwójnym, żebrowanym wysięgniku, daleko z tyłu umieszczona jest tablica rejestracyjna, odblask i kroplowe kierunkowskazy.

Do dwuramiennego, rozbudowanego wahacza przymocowany jest krótki błotnik, zbierający wodę i błoto z szerokiego tylnego koła. Za tłumienie odpowiada pojedynczy element resorująco- tłumiący z pełną regulacją. Aluminiowa, odlewana rama kryje pod sobą czterocylindrowy silnik DOHC chłodzony cieczą rozwijający 78,1 kW (106,2KM) mocy przy 10 000 obr/min i 82Nm momentu obrotowego przy 8 000 obr/min. Zasilany jest z elektronicznego układu wtrysku paliwa zapłonem cyfrowym TCI. Zamiast dolnej płozy dwie półpłozy po bokach miski olejowej. Portki rur wydechowych schodzą się do pojedynczego, krótkiego tłumika o przekroju trójkąta zamontowanego nisko po prawej stronie motocykla.

Jak wspomniałem, choć motocykl jest dość niski, pozycja za kierownicą nawet dla wysokich jeźdźców jest wygodna, nieco tylko pochylona ku przodowi. Kolana mocno ugięte, chowają się pod przetłoczeniem baku i za owiewką. Włączamy maszynerię i nawet nie czekając, aż komputer odliczy wszystkie urządzenia, możemy uruchomić silnik. Poza wskazaniami obrotomierza o jego pracy informuje ciche mruczenie dobywające się z wydechu. Ostre normy zarówno co do emisji spalin, jak i dopuszczalnego poziomu hałasu sprawiły, że współczesne wydechy nie dają już takich wrażeń dźwiękowych, a i w ruchu trudno je usłyszeć z puszki (trochę to, niestety zmniejsza bezpieczeństwo jednośladów). Tylko wprawne i wyczulone ucho natychmiast wychwyci skąd zbliża się jednoślad.

Wrzucamy jedynkę i ruszamy, jak kto woli, nieśpiesznie, tylko o dziesiątki metrów wyprzedzając wszystkich na skrzyżowaniach, albo z fantazją, ile fabryka dała (a dała sporo). Są tacy co przy tej okazji i koło przednie podniosą, ale tego sportu stanowczo odradzam. Krąży kilka prawdziwych opowieści o takich co wystartowali, próbując osiągnąć pierwszą kosmiczną i faktycznie… szybko wylądowali w niebie :( Jednych zabiły nierówności na drodze, na których zaliczyli tragiczne loty, inni nie zostali zauważenie po zmroku, gdy ich światła mierzyły w niebo, jakby wskazując kierunek dalszej drogi, jeszcze inni nie opanowawszy motocykla rozbili się o słupy, zaparkowane samochody i inne przydrożne przeszkody. Szkoda życia na tą chwilę uniesienia… przedniego koła nad asfalt.

Z pomocą rozwadze idzie także moda. Od lat większość producentów zrezygnowała z analogowych prędkościomierzy. Są co prawda kontrowersje co do szybkości odczytu cyfr w porównaniu z pozycją wychylonej wskazówki zegara analogowego. Niewątpliwą zaletą jest brak pokus zamknięcia budzika, a maksymalne Fazer może przekroczyć 200 km/h, choć oficjalna strona producenta milczy o tym. Co ciekawsze prędkość tą osiągniemy na szóstym biegu, którym bez żadnych problemów możemy jechać i 50 km/h. Ponad 150 km/h różnicy i ten sam bieg. Niesamowita elastyczność silnika i skrzyni biegów, i jak noga odpoczywa, można przejechać pół miasta nie zmieniwszy biegu.

W jeździe na wprost znakomitą trakcję zapewnia przednie zawieszanie upside-down amortyzujące aluminiową felgę obutą w oponę w rozmiarze 120 oraz tylna opona w wyścigowym rozmiarze 180. One też są odpowiedzialne za trzymanie w zakrętach, a naprawdę można się nisko złożyć, nawet z niewielką prędkością, a jak ktoś lubi to i poszorować kolanem po asfalcie można. Niesamowitą przyjemność sprawiają ciasne szykany, które z prawa na lewo (lub odwrotnie) pokonujemy dwoma krótkimi balansami ciała. Mam taką niedaleko domu i choć bezpieczna jest tylko w jedną stronę i tylko wieczorem, przy małym ruchu, nie mogę się powstrzymać, by na niej nieco ściąć pierwszy zakręt i lekkim, długim pochyleniem wyjechać na prostą po drugim. Aż by się chciało pojechać gdzieś w góry, gdzie winkielek za winkielkiem, serpentyny podjazdów i zjazdów, a obok kilkudziesięciometrowa przepaść, adrenalina buzuje, a uśmiech z twarzy nie schodzi :) W sumie to dobrze, że kaski integralne i szczękowe są tak popularne, niejeden pewnie by zawiadomił odpowiednie służby, że jakiś wariat jedzie, droga na granicy ryzyka, a ten wciąż się uśmiecha… :D

Poręczność w mieście da się porównać jedynie z małymi skuterami, może wcisnąć się w każdą najmniejszą szparę między samochodami. Przewyższając skutery przyspieszeniem i prędkością może sprawniej uciec od zaistniałych zagrożeń. Bardzo wygodny, nadaje się znakomicie także do turystyki, choć tu, jeśli nie chcemy jechać samemu, musimy zastanowić się nad bagażami. Motocykl nie ma miejsca na tylny bagażnik, można go kupić z zestawu akcesoriów proponowanych przez producenta. Nie ma niestety stelaża do sztywnych kufrów bocznych, trzeba zadowolić się miękkimi torbami przewieszanymi przez siedzenie pasażera, kupionymi u innych producentów. Jest za to yamahowska torba na bak. Dla samotników znajdzie się także plastikowa nakładka na siedzenie Plecaczka, zaś dla ceniących nie tylko swoją wygodę - nakładka oparciowa na top case pod plecy pasażera. Jak dodamy do tego wyższą turystyczną szybę, rurowe osłony silnika, centralną podstawkę, roll protektory, podgrzewane manetki i… jeszcze prawie czterdzieści innych, będziemy mieli komplet tego, co oferuje Yamaha do swojego Fazer8.

Motorek jest po prostu niesamowity. Nadaje się równie dobrze dla wysokich jak i niskich jeźdźców, nawet niewysokie amazonki poradzą sobie z nim bez problemu. Jedynym problemem dla niektórych może być duża waga pojazdu, 220 kg dla wersji z ABS`em to dość dużo jak na aluminiową ramę i tylko osiemset ccm. Niestety i cena jest wysoka, za kwotę, którą trzeba zapłacić za Fazera można kupić dobrze wyposażony samochód klasy B. Pocieszeniem może być mała utrata wartości zadbanych, bezwypadkowych egzemplarzy z poprzednich roczników. Tylko kto by się chciał pozbyć takiego motocykla. Bo jeśli kogoś stać i marzy o uniwersalnym motocyklu do miasta i w trasę, do podróżowania solo lub z pasażerem, o dobrych, acz nie przesadnie wyśrubowanych osiągach, na pewno wybierze Yamahę FZ8 Fazer. Gorąco polecam!

 

Galeria:

{gallery}k2/jednoslady/yamaha_fazer{/gallery}

 

Tekst Piotr „Pete” Antoszewski

Zdjęcia ASMP

Oceń ten artykuł
(6 głosów)
Ostatnio zmieniany wtorek, 06 sierpień 2013 08:56