niedziela, 28 lipiec 2013 15:20

Rzymski miecz w japońskim wydaniu

W nazywaniu pojazdów trwa nieprzerwany koncert radosnej twórczości. Trudno czasami zrozumieć czemu ten, czy inny model został nazwany w ten, czy inny sposób. W 2009 roku Suzuki wypuściła na rynek nowy model miejskiego motocykla nazywając go Gladius. Tak nazywał się krótki, miecz używany od III wieku p.n.e. do II wieku n.e. przez rzymskich legionistów (to od niego pochodzi nazwa gladiator, wojownika walczącego na śmierć i życie na arenie ku uciesze rzymskiego plebsu). Krótki, ale niezwykle skuteczny w walce, siejący spustoszenie wśród przeciwników. Właśnie taki jest ten streetfighter: krótki, zadziorny i kładzie przeciwników na każdym skrzyżowaniu.

Wygląda jak każdy streetfighter, na pierwszy rzut oka trudno go rozpoznać wśród wielu innych modeli tego typu. No, chyba, że wybierzemy model z nakładkami na bak w biało-czarną szachownicę, jak ten, który mieliśmy okazję testować. Niską, przysadzistą sylwetkę motocykla podkreśla klasyczne zawieszenie z małym wyprzedzeniem i 17 calowym, aluminiowym kołem z podwójną tarczą hamulcową spowalniany dwutłoczkowymi zaciskami. Przedni błotnik ciasno przylega do koła. Nad nim wisi pojedyncza lampa, jak wywieszony język, na której przedłużeniu zamontowano akcesoryjną szybkę, wielkości brulionu, mająca odchylać strumień powietrza... prosto w twarz kierowcy. I tu ciekawy patent, dla uszczelnienia, między lampą a szybą wciśnięto gruby pasek pianki, przynajmniej stąd nie wieje. Za szybą konsola z centralnie umieszczonym obrotomierzem i wyświetlanym na jego tarczy numerem biegu. Z lewej bogaty zestaw kontrolek, z prawej wyświetlacz prędkościomierza i trzech przebiegów. Brakuje niestety wskaźnika poziomu paliwa i trzeba jeździć wg pokonanego dystansu.

Wąska kierownica wykonana jest z lekko wygiętej chromowanej rurki. Standardowy zestaw przełączników ożywiają eleganckie wyprowadzenia linek gazu w łukowato wygiętych, metalowych osłonach. Klamka steruje sprzęgłem za pomocą linki, powyżej krótkie lusterka prawie nie wystające poza szerokość kierownicy. W półeliptycznych szkłach jak zwykle połowę widoku zasłaniają własne łokcie, ale, o dziwo dają się ustawić tak, że widać wszystko za i z boku motocykla. Przy zmianie pasa zawsze warto jednak rzucić okiem, dla pewności. Bak zaokrąglony od góry, z boków osłaniają plastikowe nakładki, pod którymi mieszczą się kolana jeźdźca. Krzywizna baku gładko przechodzi w wcięcie jednoczęściowej kanapy, dość szerokiej i na pierwszy rzut wygodnej, wznoszącej się ku tyłowi, dla lepszej widoczności pasażera.

Zadupek wykończony jest wygodnymi uchwytami dla Plecaczka, z czerwieniąca się na samym końcu tradycyjną lampą stopu. Również łezkowe kierunkowskazy zaopatrzone są w tradycyjne żarówki. Za lampą, niczym żądło zwisa ku dołowi ostro zakończony błotnik. Nie przewidziano innej osłony przed pryskająca spod tylnego koła wodą i błotem, wszystko leci w dno zadupka. Szeroka tylna opona w rozmiarze 160 pędzona jest łańcuchem, a hamuje ją pojedyncza tarcza. Dwucylindrowa V`ka o kącie rozwarcia 90 st. stanowi element nośny rurowej ramy motocykla. Sześciostopniowa skrzynia biegów przenosi 53kW (72KM) mocy i 64 Nm momentu obrotowego. Od spodu osłania go plastikowa płoza, nisko umieszczona nad jezdnią.

Choć motorek do dużych nie należy, pozycja za kierownicą jest wyjątkowo wygodna, nieco pochylona do przodu, ale bez męczącego obciążania nadgarstków. Nogi mocno podkurczone, nawet wysokim jeźdźcom mieszczą się pod bakiem. Kolana chronią przed pędem powietrza wystające po bokach osłony chłodnicy. Zależnie od upodobania kierowca może usiąść blisko baku, albo odsunąć się do połowy profilowanej kanapy. Jednak ani jeden, ani drugi sposób nie gwarantuje nam komfortu. W mieście, przy krótkich dystansach w ogóle się tego nie odczuwa, emocje związane z walką o przetrwanie w miejskich korkach nie pozwalają nawet się nad tym zastanowić. Gorzej jest, gdy postanowimy wybrać się na dłuższą przejażdżkę, już po około czterdziestu kilometrach zaczyna boleć siedzenie, i.. zawsze się coś przytnie, albo z powodu zsuwania się z pochyłego siedzenia, gdy usiądziemy dalej od baku, albo z powodu wąskiego, wklęsłego siodła, gdy usiądziemy bliżej.

Uruchamiamy silnik i z podwójnego wydechu, zamkniętego we wspólnej, stożkowatej obudowie zaczyna sączyć się przyjemne mruczenie, Zapinamy jedynkę i ruszamy, trzeba dodać trochę gazu, by móc ostro wystartować. Spodziewałem się nieco mocniejszego kopa od samego dołu, a tu trzeba trochę pokręcić obrotami. Na miejski ruch wystarczy nawet ślamazarne odkręcanie gazu, zawsze można to nadrobić niesamowitą zwrotnością . Przeciskanie się w korkach to czysta przyjemność, wąska, krótka sylwetka wejdzie w najmniejszą szparę pozostawioną przez katamarany. Krótkim ruchem ramion łatwo można ominąć lusterka samochodów. Gradius jest bajecznie zwrotny, zarówno przy małych prędkościach, na parkingu, czy w ciasnych zakrętach, jak i przy szybszej jeździe, zmieniając pas, omijając zawalidrogę, czy niespodziewaną przeszkodę. Przy tym trzyma się drogi jak przyklejony. Zawdzięcza to zarówno dobremu zawieszeniu jak i szerokim oponom w jakie go obuto. Można naprawdę nisko zejść na kolano.

W miarę zwiększania prędkości ciche pomrukiwanie wydechu nabiera basowej głośności , aż do momentu, gdy pęd powietrza zagłusza wszystko. Nawet najcichsze kaski nie dadzą rady. Mini szyba zamontowana nad reflektorem osłania od wiatru wyłącznie konsolę obrotomierza, a odchylony strumień powietrza trafia prosto pod szczękę kasku potęgując hałas.

Nad bezpieczeństwem podróżnych czuwają podwójne tarcze hamulcowe na przednim kole i pojedyncza na tylnym wspomagane przez ABS. Dobre zestrojenie układu hamulcowego z zawieszeniem nie powoduje nurkowania, ani prostowania w zakrętach. Trzeba się przyzwyczaić do przełożeń, szczególnie przy redukcji, na początku zdarzają się gwałtowne hamowania, gdy „na ucho” zbytnio zrzucimy biegi. Podczas rozpędzania jest dużo lepiej, biegi są w tych miejscach, w których powinny. No i ostatni przebój Suzuki, niesamowicie długa szóstka.

Zarówno wysocy, jak i niscy jeźdźcy nie będą mieli problemu z ujeżdżeniem Gladiusa, niezależnie od wzrostu jest wygodny i poręczny, to typowo miejski motocykl, zadziorny i bardzo zwrotny. Do tego niesamowicie oszczędny. Producent podaje nieco ponad cztery litry na 100 km i tak też wyszło w trakcie testu. Oczywiście jak ktoś lubi na światłach w pierwszych dwóch sekundach osiągnąć stu metrową przewagę nad katamraniarstwem, to musi się liczyć z większymi wydatkami na paliwo. Umiarkowana cena motocykla, została teraz jeszcze bardziej obniżona promocją Suzuki. Także brak bogatego zestawu akcesoriów turystycznych nie podniesie kosztów zakupu. Gorąco polecam Gladiusa, wszystkim wojownikom, którzy szukają ostrego miecza na rozcięcie węzła miejskich korków..

 

Galeria:

{gallery}k2/jednoslady/rzymski_miecz{/gallery}

 

Tekst i zdjęcia Piotr „Pete” Antoszewski

Zdjęcia Maciej Szanter

Oceń ten artykuł
(7 głosów)
Ostatnio zmieniany wtorek, 06 sierpień 2013 09:00
Więcej w tej kategorii: « Ani, ani... Białe po zielonym »