poniedziałek, 14 grudzień 2015 20:31

Suzuki DL 1000 V-Strom

Przygodę z motocyklem zacząłem niespełna trzy lata temu. Od wczesnych lat dziecięcych byłem zagorzałym auto-maniakiem..... 

 a jedne z pierwszych dźwięków kierowanych pod adresem ojca jakie odegrały moje, jeszcze nie w pełni zestrojone struny głosowe brzmiały następująco: „ ypko ! ypko ! ” (jak by ktoś nie zrozumiał „szybko !”). Oczywiście na moim szlaku edukacji motoryzacyjnej pojawiło się kilka przygód związanych z dosiadaniem jednośladu. Ograniczały się one do pojedynczych przelotów typu: Cześć stary ! Ale fajoską Motorynę dostałeś od Ojca, daj się przelecieć ! Z czasem Motorynka ewoluowała do MZ’tki. I tak przez okres kształtowania swojej osobowości prześliznąłem się głównie we wszelkiego rodzaju pojazdach cztero kołowych. 

DL1000 11

Idea posiadania motocykla, a przede wszystkim sprawnego przemieszczania się po zatłoczonych ulicach Warszawy, eksplodowała w mojej głowie, jak na ironię właśnie w samochodzie (szybkim). To wspaniałe uczucie mieć pod prawą stopą, w każdej chwili na całej linii czasu z pkt. A do B, zapas mocy umożliwiający „katapultowanie” się przed siebie. Problem w tym, że w dużym mieście jakim jest Warszawa wykatapultujemy się jedynie w kuper pojazdu przemieszczającego się przed nami a i tak optymistycznie użyłem określenia „przemieszczającego”. Po wnikliwej analizie rynku motocyklowego zdecydowałem, że to Yamaha WR250 zostanie moim pierwszym pełnoprawnym jednośladem. Uznałem, że jeśli już mam dosiadać motocykla to tylko takiego, na którym nie będę uwiązany do asfaltu. Chciałem doświadczyć tej niczym nieskrępowanej „wolności”, o której często mówią motocykliści argumentując wyższość jednośladu nad wielośladem. Tak też się stało, zachłysnąłem się tą „wolnością” do tego stopnia, że od czasu założenia po raz pierwszy stricte terenowych opon praktycznie nie opuszczam piaskownicy. Jednak ostatnio za sprawą mojego redakcyjnego kolegi zacząłem tęsknić za czarną, lepką gładzią jaką jest droga asfaltowa.

Otóż, ku wielkiej mojej radości w pewien gorący sierpniowy piątek Maciej  wręczył mi kluczyki do Suzuki V-Strom 1000 ABS model 2015 a wraz z nimi zadanie przetestowania tego potwora w nadchodzących dniach weekendu. On sam zaś przyjął zlecenie ujarzmienia stada dzikich koni mechanicznych na mazurskich wodach.

DL1000 1

 Nie będę w tym miejscu powielał pewnych schematów dotyczących opisu rzeźby motocykla i przedstawiał jakichkolwiek argumentów przemawiających za lub przeciw atrakcyjności V-Stroma 1000. Po prostu o gustach się nie dyskutuje a obraz motocykla najlepiej oddają zdjęcia. Osobiście, muszę przyznać że nowy rumak ze stajni Suzuki bardzo mi się podoba. Sprawia wrażenie potężnego i solidnie wykonanego.

DL1000 2

 Jak już wcześniej pisałem moje doświadczenia z jednośladami ograniczają się głównie do mojej WR250R’ki, więc absolutnie nie wiedziałem czego się spodziewać i czego powinienem oczekiwać od V-Stroma.

DL1000 5

Jego masa, w stanie gotowym do jazdy wynosząca 228 kg jest dwa razy większa od mojej YAMAHY a jednak na polnych drogach na prostych odcinkach bez najmniejszego zawahania rozwijałem trzycyfrowe prędkości (oczywiście z jedynką na czele). W takich warunkach, na luźnej nawierzchni tył V-Stroma tańczył precyzyjnie i w rytm muzyki jaką grałem na jego V-Twinie używając do tego rollgazu niczym smyczka (101 KM i 103 Nm robią swoje).

DL1000 6

W ciasnych zakrętach było ciężej, zarówno w przenośni jak i dosłownie. Chodzi przede wszystkim o przód motocykla, który z racji dużej masy oraz opon z bieżnikiem pozbawionym kostki, potrafił odpłynąć w kopnym piachu. Za to wachlowanie tyłem po szutrach przychodzi bardzo łatwo, wręcz intuicyjnie.

DL1000 8

To zasługa świetnie wyważonego motocykla oraz super-płynnej i liniowej reakcji na dodanie gazu. Chętnie spędził bym więcej czasu na jeździe po bezdrożach gdyby mój V-Strom obuty był w zelówki o charakterystyce bardziej terenowej, przynajmniej 50/50. O ile jazda w ciężkim terenie zakończyłaby się wielotygodniową terapią u psychologa to pokonywanie łagodniejszych szlaków tą potężną i wzbudzającą zaufanie 1000’czką można by śmiało stosować w ramach terapii leczniczej.

DL1000 4

Zamiast recepty na Xanax skierowanie na mazurskie szutry (UWAGA! obydwie metody leczenia silnie uzależniają). Jednak czynnikiem najmocniej uzależniającym w V-Stromie jest jego aluminiowe serducho (1037 cm3) z dwoma cylindrami ułożonymi w kształt litery V. To właśnie On na czarnym, spalonym przez Słońce asfalcie zawładnął moim organicznym sercem. Już od najniższych obrotów V-Twin ochoczo zabiera się do pracy osiągając maksymalny moment obrotowy (103 Nm) przy 4000 obr./min. ale najciekawiej robi się w momencie przekroczenia 7000 obr./min.

DL1000 7

W jednej chwili, gdzieś w mechanicznej podświadomości tej ogromnej bestii, budzą się pradawne instynkty przetrwania i V-Strom wściekle wyrywa do przodu, niczym w świecie MadMaxa, w walce o ostatni kanister wysokooktanowej złotej nalewki. W tej szaleńczej gonitwie jest w stanie rozpędzić się do 200 km/h zachowując przy tym maniery godne angielskiego dżentelmena.

DL1000 3

Z pomocą systemu zapobiegającemu blokowaniu kół przy hamowaniu, czyli ABS’em, wytracanie prędkości przychodzi V-Stromowi równie sprawnie jak jej nabieranie. O przestrzeleniu zakrętu nie ma mowy, chyba że pilot pomyli notatki - ups… pardon! To nie ten sport, więc skoro nie wozimy ze sobą pilota to możemy czuć się bezpieczni.

DL1000 9

 

Tekst: Robert Rybarczyk

Zdjęcia: Robert Rybarczyk i Maciej Szanter

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Ostatnio zmieniany piątek, 25 grudzień 2015 13:16