niedziela, 28 lipiec 2013 16:52

Koreańczyk na zamku krzyżackim - Hotel 1231 w Toruniu i Hyundai i40 Wagon

W ostatni weekend styczniowy zostaliśmy zaproszeni do Torunia do Hotelu 1231. Dobrze się złożyło, bo dzień wcześniej odebraliśmy do testów Hyundai`a i40 w wersji Wagon. Znakomity samochód na krótsze i dłuższe trasy. Wygodny, niemal komfortowy dla pięciu podróżujących osób, napędzany oszczędnym silnikiem diesla z automatyczną skrzynią biegów. Tylko wsiadać i jechać w wymarzoną podróż. Przy pełnym baku komputer pokładowy meldował gotowość przejechania niemal 800 kilometrów, dało by się nawet do Gdańska, czy Krakowa pojechać w obie strony, ale cóż, kiedy było nam do Torunia pilno.

 

Tuż obok miejsca skąd wyruszyliśmy przebiega odcinek S8, po kilku kilometrach łączący się nowo oddanym odcinka A2, która przecina niedaleko Łodzi autostradę A1. Takt mi się jakoś o uszy obiło, ta prowadzi wprost do Torunia. Niestety, albo czegoś nie dosłyszałem, albo to były tylko moje marzenia, po stu pięćdziesięciu kilometrach bajka się skończyła i nieopodal miejscowości Kowal musieliśmy wrócić do rzeczywistości starej, wąskiej Jedynki. Mimo wyboistej i dziurawej drogi samochód daje taki komfort jazdy, że nie specjalnie czuje się zmianę nawierzchni, ani warunków drogowych. Ta wygoda kosztowała mnie stówę i cztery punkty karne, gdy rozkoszując się jazdą, nie czując prędkości zobaczyłem machający na mnie pomarańczowo sygnalizator drogówki. Mimo wszystko serdecznie pozdrawiam dwóch sympatycznych sierżantów sztabowych z komendy włocławskiej, dzięki nim mogłem wspomóc budowę brakującego odcinka A1. Może choć trochę przyspieszy to dokończenie autostrady i następnym razem nie zapłacę… ;)

 

Cała złość minęła, gdy dotarliśmy na miejsce. W położonym wewnątrz ruin zamku krzyżackiego, Hotelu 1231 http://www.hotelesolaris.pl/index.php powitał nas promienny uśmiech dyżurującej tego wieczora w recepcji pani Marty. Nazwa hotelu nawiązuje do daty lokacji miejscowości, która z czasem rozwinęła się we wspaniałe, tętniące życiem, nadwiślańskie miasto Toruń.

 

 

Hotel znajduje się między murami zamku wysokiego i zamku niskiego , tuż obok zamkowego gdaniska z bramą. Przy jego budowie wykorzystano obiekty dawnego młyna wznoszącego się nad rwącym strumieniem schodzącym wprost do Wisły. W mieszczących się na dolnej kondygnacji restauracji i barze hotelowym ciągle słychać szum płynącej wody. Także szklaną taflę, na której ustawiane są stoliki letniego ogródka położono wprost nad rwącą wodą. Nieco ponad dwadzieścia pokoi urządzono wygodnie i nowocześnie, w kolorystyce i stylu nawiązującym do czasów średniowiecza. W hotelu można zorganizować zarówno kameralne szkolenie w znakomicie wyposażonej sali konferencyjnej, jak i huczne przyjęcie nawet na dwieście osób we wspomnianej restauracji, której część ścian to fragmenty murów pamiętających być może dziecinne lata Mikołaja Kopernika. Znakomita kuchnia i i wyborne trunki zadowolą na pewno najbardziej wyrafinowane podniebienia, a strudzonych imprezowiczów rozwiezie do pokoi winda, dojeżdżająca aż na ostatnie, drugie piętro hotelu.

 

 

Jeśli ktoś zechce obejrzeć toruńską Starówkę, w ciągu dziesięciu, piętnastu minut piechotą może dostać się na Staromiejski Rynek, o ile wcześniej nie skusi go jeden z licznych sklepów ze słynnymi toruńskimi piernikami. Inaczej jak w innych historycznych miastach, można po Starym Mieście poruszać się samochodem. Nie da się co prawda wjechać na Rynek, czy ulicę Szeroką, główny deptak Torunian, ale można dojechać i zaparkować obok Katedry, od której do Rynku jest nie więcej niż trzydzieści metrów. Bardzo nam to ułatwiła zwiedzanie, bo niedziela była wyjątkowo mroźna, i nawet krótki spacer mroził wszystkie członki. Kilkakrotnie objechawszy w koło Starówkę, mogliśmy obejrzeć wszystkie jej najważniejsze punkty w cieple, przy muzyce, wygodnie siedząc w skórzanych fotelach naszej i40`stki, często odprowadzani zaciekawionym wzrokiem weekendowych spacerowiczów.

 

 

A jest za czym się obejrzeć. Nawet pan Policjant zanim wlepił mi mandat zachwycał się bardzo nowoczesną linią Hyundai`a. Pojedyncza bryła karoserii, lekko opadająca ku tyłowi linia kończy się masywną płetwą dociskającą. Z przodu łagodnie wygięta maska zaczyna się dwiema parami reflektorów, górną, tradycyjną mieszczącą podstawowy zestaw postojowe, mijania i drogowe, oraz dolny z ledami do jazdy dziennej i halogenami na wypadek gęstej mgły, która i u nas ostatnimi czasy się zdarza. Dla leniwych lub zapominalskich sterowanie podstawowych funkcji oświetlenia można powierzyć automatowi dostosowującymi jego poziom do warunków zewnętrznych. Po włączeniu startera (samochód wyposażony jest w kluczyk bezprzewodowy) ożywa, głównie lekkim błękitem deska rozdzielcza. Tyle tu przycisków i kombinacji, że przez tydzień testu nie udało mi się wszystkich wypróbować. Z miłych dodatków, przydatnych w najmroźniejsze dotychczas dni tegorocznej zimy okazały się podgrzewane fotele, które mogą także chłodzić, gdy temperatury przekroczą przyjazny letni upał, oraz bardzo przydatny w jeździe miejskiej klawisz Auto Hold (pozostawanie na hamulcu pod światłami daje o sobie znać niewielką wibracją). Szerokie gniazda sterowanych elektrycznie foteli kierowcy i pasażera dają dużo miejsca i swobody. Nawet przy maksymalnym odsunięciu przednich siedzeń, z tyłu znajduje się na tyle dużo miejsca by prawie dwumetrowy osobnik nie dotykał do nich kolanami. Oparcie można złożyć w dwóch kombinacjach wydatnie przedłużając długość bagażnika, na tyle by można było przewieźć nawet ponad dwumetrowe pakunki.

 

 

Stu kiloWatowy (136 KM) silnik diesla nawet w trybie sport nie jest wstanie wystrzelić w kosmos ważącego sporo powyżej tony pojazdu. Dodatkowo automatyczna skrzynia biegów ma swoje prawa, oraz określony czas propagacji i nie ma co cudów oczekiwać. Ale i do najwolniejszych na światłach nie musimy należeć, wystarczy mocniej wcisnąć pedał gazu i w miarę żwawo przyspieszamy. Odbije się to oczywiście mocno na średnim spalaniu, jeżdżąc spokojnie na pewno zmieścimy się poniżej siedmiu litrów na sto kilometrów. Jednak każda próba pokazania kto tu rządzi wydatnie podnosi ten wynik. Drogi trzyma się znakomicie, także dzięki nieco nadwymiarowym oponom (w rozmiarze 225), ale wystarczyła by do tego sama aerodynamika czterdziestki. Nie ma się co spodziewać jakiejś rewelacyjnej zwrotności przy takich wymiarach (4770x1597x1470mm). Manewrowanie podczas parkowania tyłem bardzo ułatwia kamera wsteczna, wyświetlająca obraz na ekranie nawigacji, z rysowaną ramką wyznaczającą aktualny tor jazdy, zależnie od skręcenia kierownicy oraz trzy strefy oddalenia od tylnego zderzaka. Trzecia, czerwona wspomagana przeciągłym wyciem czujnika cofania, oznacza zderzak pojazdu.

 

Samochód jest komfortowy, znakomicie nadaje się do długich podróży, nawet po kilku godzinach za kółkiem nie czyje się widocznego zmęczenia. Z tyłu trójka dorastających potomków znajdzie dla siebie dość miejsca, by awanturą o byle co nie zatruć radości z jazdy. Wszystkie kosmetyki na pewno zmieszczą się w bagażniku i na pewno zostanie trochę miejsca na inne potrzebne drobiazgi. Oszczędny silnik nie wyciągnie ostatniego grosza przeznaczonego na drobne przyjemności przewidziane u celu podróży. Ceny zależnie od wersji wyposażenie zaczynają się od 94 tysięcy za Comfort po 126 tysięcy za Premium. Niemało jak na Koreańczyka, ale umiarkowanie jak na ten segment rynku.

 

Tekst i zdjęcia Piotr „Pete” Antoszewski

Hyundai i40 1,7 CRDI 136KM – moje plusy i minusy

Plusy:

Nowoczesny design, bardzo duży postęp w stosunku do poprzednika, bogate wyposażenie, całkiem niezła skrzynia automatyczna, oszczędny silnik

Minusy:

- za duże koła na zimę 225/45/18 – za szerokie na śnieg i duża masa nieresorowana, co odbija się na komforcie jazdy, karminowe podświetlenie, kiepska skóra na kierownicy

Galeria:

{gallery}k2/hotele/koreanczyk{/gallery}

Tekst: Maciej Szanter

Oceń ten artykuł
(3 głosów)
Ostatnio zmieniany poniedziałek, 05 sierpień 2013 10:09